ULUBIEŃCY 2015 ROKU

Still002

Rok 2015 obfitował w wiele ciekawych wydarzeń i przeżyć z nimi związanych. Korzystałem też ze sporej ilości kosmetyków, nie tylko stricte przeznaczonych do pielęgnacji brody. Wolny czas umilałem sobie oglądaniem ulubionych seriali, czytając zapierające dech w piersiach książki i słuchając muzyki. Dziś przedstawię Wam moich ulubieńców w każdej z tych kategorii.

Zacznę od kosmetyków. Pierwszym jest żel pod prysznic Nivea Lemongrass & Oil dla skóry ze skłonnościami do przesuszania się. Dlaczego? Dlatego, że jest to żel z perełkami olejku, który nawilża nasze ciało podczas kąpieli. Bardzo często po umyciu się czuję swędzenie i ściąganie skóry. Jest przesuszona i pewnie ma na to wpływ też woda, którą mam w mieszkaniu. A dzięki temu żelowi problem zniknął. W dodatku zapach trawy cytrynowej jest boski, więc mogę tylko zachwalać. Żel kupicie niemal wszędzie, a już na pewno w Rossmannie za ok. 10 zł.

Drugim kosmetykiem jest żel pilingujący do mycia twarzy Under Twenty. I tak, wiem, jestem raczej early thirties, ale na serio, ten żel sprawdza się u mnie najlepiej. Nie używałem go przez może 2-3 letnie miesiące, bo miałem wtedy inny, nie-pilngujący żel, ale po tym moja twarz wydaje się być najbardziej zadbana. Czasami boję się zmienić go na inny, bo wystarczyło, że skorzystałem z innego na wyjeździe i już mnie wysyfiło. Under Twenty szybko poradził sobie z nieprzyjaciółmi na mojej twarzy, więc zdecydowanie jest to mój ulubieniec minionego roku. Ciekaw jestem, czy inny pobije go w 2016… Ale żeby nie było tak cudownie to wytknę temu produktowi jeden minus: ciężko się go otwiera. Nie wiem, czy to tylko mój jest taki felerny, ale siłuję się z nim za każdym razem, kiedy chcę go użyć.

Kolejna kategoria ulubieńców to ubrania i tutaj też wymienię dwa itemy. Zacznę od pstrokatej koszuli z Zary. Na początku wydawała mi się strasznie odpustowa, kolory też do mnie nie przemawiały, ale potem przekonałem się do niej i zdecydowanie ją uwielbiam. A w związku z tym, że jestem strasznym zmarzluchem, to szybko wskoczyłem w zimowe buty od Caterpillara. I nie skłamię, jeśli powiem, że chodzę w nich dzień w dzień. Są solidnie wykonane i jeśli macie odpowiedni rozmiar, to bardzo wygodne. Dlaczego o tym mówię? Miałem kiedyś o rozmiar za duże i czułem się w nich jak w kaloszach. Tym bardziej, że mam nogi jak patyki. Ale te mają rozmiar 44, są idealne, rudy kolor bardzo mi odpowiada, nogi nie marzną. Mówiąc o Caterpillarze nie mogę pominąć  jesienno-zimowej kampanii reklamowej. Zdjęcia z sesji zdjęciowych możecie obejrzeć w jednym z poprzednich wpisów na blogu. I chyba mogę tę akcję wymienić też w ulubieńcach, bo było to ciekawe doświadczenie i naprawdę jestem z siebie dumny.

A skoro jesteśmy już przy wydarzeniach, to pora na Grand Video Awards! Po raz pierwszy wziąłem udział w konkursie organizowanym przez miesięcznik PRESS dla twórców YouTube’a i zdobyłem nominację w kategorii Vlog za mój „Warmiński Daily Vlog”. Wielkie wyróżnienie, wielka niespodzianka i wielki stres. Cieszę się, że zostałem zauważony, doceniony i teraz nic, tylko rozwijać się dalej. A idzie mi jak po grudzie…

Czas na serial. Pierwsze miejsce na mojej liście zajął brytyjski serial kostiumowy Downton Abbey. Zżyłem się z bohaterami bardzo i będzie mi ich brakować, bo 25 grudnia wyemitowany został ostatni odcinek. W serialu mogliśmy obserwować losy angielskiej arystokracji i służby żyjących we dworze Downton Abbey na początku XX wieku. Świetny scenariusz, świetna obsada i fantastyczna gra aktorska. Jeśli lubicie takie klimaty, a nie widzieliście jeszcze tego serialu, to koniecznie musicie nadrobić.

Wróciłem do czytania! Kiedy byłem dzieckiem, nastolatkiem, czytałem bardzo dużo. Pracowałem w szkolnej bibliotece, żeby tylko być bliżej książek i by mieć więcej czasu na znalezienie czegoś dla siebie. Potem pojawił się komputer, burza hormonów, zbyt dużo rozpraszaczy. Ciężko było mi wrócić do czytania, bo chyba gust mi się wyostrzył i nie łatwo było mnie zadowolić. Tym bardziej cieszę się, że udało mi się dorwać książkę, która pochłonęła mnie bez reszty i dzięki której znów mam ochotę czytać. A mowa o „Dziewczynie z pociągu” Pauli Hawkins. Świetny thriller, akcja trzymająca w napięciu do samego końca i ciekawy zabieg narratorski, bo choć mamy główną bohaterkę, tytułową „dziewczynę z pociągu”, to akcja opisywana jest też z perspektywy kilku inych osób. Dzięki temu powoli zdajemy sobie sprawę z tego, co się naprawdę wydarzyło, wszystko nabiera sensu. Poprzeczka została wysoko postawiona i aż boję się sięgać po kolejną książkę. Zacząłem czytać „Króla kruków” i dam jej szansę, bo ma potencjał, choć nie myślę o niej całymi dniami.

Na koniec muzyka. Albumem, który męczę dzień w dzień i znam już na pamięć niemal każdą piosenkę jest „Blue Neighbourhood” Troye’a Sivana. Troye Sivan jest młodym australijskim piosenkarzem, aktorem i youtuberem. Znam go właśnie z YouTube’a, bardzo lubię, więc ucieszyłem się na wieść o powrocie do muzycznej kariery. Powrocie, bo śpiewał od dziecka i chyba nawet brał udział w jakichś telewizyjnych muzycznych showach. Swoją muzykę określa jako dark pop, teksty pisze sam. Mogę tylko zachwalać.

I to by było na tyle. Moi ulubieńcy 2015 roku.

OBEJRZYJ NA YOUTUBE

#wpis powstał na podstawie filmiku.